|
Za nami pierwsza połowa Rallycrossowych Mistrzostw Europy 2010. Dotychczasowe zawody zdążyły pokazać, kto tak naprawdę będzie w stanie walczyć o tytuły mistrzowskie w poszczególnych dywizjach.
Dywizja 1. Isachsen sukcesywnie broni tytułu. Sytuacja zaczyna przypominać lata świetności 14-stokrotnego mistrza Europy Kennetha Hansena. Sverre Isachsen sukcesywnie pokazuje, że jego 8 sezonów startów w ERC nie poszły na marne. Profesjonalny samochód, doświadczony team oraz kierowca, który potrafi walczyć o zwycięstwo z zapaleniem płuc i czterdziestostopniową gorączką tak w wielkim skrócie podsumować można tegoroczne wyniki prowadzącego w klasyfikacji Sverre Isachsena. Norweg wygrał jak do tej pory trzy rundy, a w dwóch pierwszych zajął drugie miejsce. Drugi po pięciu wyścigach jest Michel Jernberg, który triumfował w Portugalii i Francji. Trzecie i czwarte miejsce zajmują zawodnicy Citroena- Kenneth Hansen, dla którego jest to najprawdopodobniej ostatni sezon w ERC oraz debiutujący za sterami C-czwórki- Liam Doran. Syn legendarnego zdobywcy wielu Grand Prix- Pata Dorana w tegorocznym sezonie dostał od rodziców prezent postaci pełnego sezonu za sterami jednego z najlepszych potworów. Jak widać doskonale się bawi i są tego efekty w postaci dobrych wyników.

Nie należy również zapominać o innych debiutantach. Na siódmym miejscu znajduje się Amerykanin Tanner Foust. Słynny drifter pokazał, że mając doskonale przygotowany samochód oraz trochę treningów przedsezonowych można powalczyć o czołowe lokaty. Medalista olimpiady sportów ekstremalnych wystartował w trzech rundach (Portugalia, Anglia oraz Szwecja), gdzie sukcesywnie kwalifikował się do finałów. Nie co gorzej wygląda sytuacja ubiegłorocznego mistrza Europy z dywizji 1A- Matsa Lysena, ale tu jak zapowiadają członkowie jego teamu- wszystko jest pod kontrolą. Osiemnastoletni Mats ma nauczyć się czteronapędowego samochodu i zdobywać nowe doświadczenie. Nie istnieje więc na nim żadna większa presja ze strony sponsorów czy narodowej organizacji wspierającej młode wyścigowe talenty.

Sezon 2010 nie należy do udanych dla Ludviga Hunsbedta, który w ubiegłym roku zakończył współprace z Bergatemet Motorsport i zasilił szeregi Nomaco Racing Team zastępując Ole Kristiana Notvetia. Słynny kierowca z Kvinesdal zajmuje jak na razie dziewiąte miejsce. Ford Focus obsługiwany przez Nyborg Motorsport w każdej z rund uległ awarii. W Szwecji pojawiły się problemy z systemem startowym, który psuł start podczas każdego wyścigu.

Pod obnie sytuacja wygląda z Guttormem Lindefjellem, który notabene jest sąsiadem Hunsbta. Mr. Maximum Attack w zimowej przerwie rozpoczął współpracę z czeskim Blue Engineering. Zbudowano nową Fabię, w której zamontowano dobrze sprawdzoną jednostkę napędową ze starego potwora Norwega. Pojawiły się również problemy z uzbieraniem budżetu na pełen sezon. Sam Lindefjell uwiązany kontraktem z promotorem czeskie motorsportu- firmą Mediasport.cz nie jest w stanie zmienić nic do końca tegorocznego sezonu. Jak do tej pory zaliczył trzy starty i uzbierał marne 12 punktów co daje 18. miejsce w klasyfikacji.

Bar dziej ciekawa sytuacja panuje w obozie Kjella Arne Smeruda, który przed sezonem dołączył do teamu Andreasa Erikssona. Olsbergs MSE (firma Erikssona) zbudował dla Norwega Forda Fieste w najlepszej specyfikacji. Przed rozpoczęciem sezonu zwoływano kilkakrotnie konferencje prasowe, na których Kjell nie jednokrotnie podkreślał, że będzie walczyć o zwycięstwo. Wszystko wyglądało bardzo profesjonalnie. Fiesta otrzymała barwy napoju energetycznego Mad Crock... tu pojawiło się pytanie. Dlaczego firma, która w zeszłym sezonie sponsorowała Jussiego Pinomakiego zmieniła tak nagle kierowcę. W kuluarach mówi się, że Mad Crock nie zapłacił Finowi 70% budżetu za zeszły sezon.

Jak się okazuje historia powtórzyła się i w przypadku Smeruda, który tuż po starcie w Anglii stracił kontrakt sponsorski. Oficjalna informacja od rzecznika Norwega brzmi, że Norwega interesuje tylko wygrana- stąd zapadła decyzja o wycofaniu się z rywalizacji.
CDN!
QBA
|